niedziela, 10 marca 2013

Marcowy wiatr

8 marca marcowy wiatr
z odświętna miną do miasta wpadł,
wpadł do kwiaciarni przed ósmą tuż
i kupił bukiet z tysiąca róż.

Wszyscy zdumieni patrzyli nań, 
dla kogo kwiaty?
Dla wszystkich Pań.
Koło przystanku przystanął wiatr
i każdej Pani podawał kwiat.

To słowa starej piosenki, którą kiedyś śpiewałam w przedszkolu jako mała dziewczynka. Tak jakoś wpadła  w ucho i nieodparcie kojarzy mi się z Dniem Kobiet. Ktoś powie - tchnie PRL-em. Nic bardziej mylnego.
Kobiety miały bowiem swoje święto już w Starożytnym Rzymie, gdzie zarówno mężatki jak i niewolnice obdarowywane były przez mężczyzn prezentami. 
Samo święto zaś wiąże się ze strajkami kobiet na początku XX wieku, kiedy to walczyły one o równe płace i lepsze warunki pracy. Działo się to w najbardziej kapitalistycznym kraju świata, bo w Stanach Zjednoczonych Ameryki. 
Wpływ na obchody Dnia Kobiet miały tragiczne wydarzenia- krwawo tłumione strajki kobiet w Sankt Petersburgu i śmierć w pożarze 126 pracownic w nowojorskiej fabryce tekstyliów (właściciel zamknął wszystkie wyjścia z zakładu pracy, co podobno było praktyką w tamtych czasach). 

Nam Polakom, święto to kojarzy się z czasami komunizmu. Może dlatego, że w Rosji jest to jedna z najważniejszych uroczystości. Zresztą panie do dziś z uśmiechem wspominają czerwony goździk i pończochy wręczane z okazji Dnia Kobiet.

A tradycja idzie dalej... Męska część Gumisiów również pamiętała o swoich koleżankach i nauczycielkach, szarmancko wręczając kwiaty i czekoladki. To świadczy o tym ,że szacunek dla kobiet nadal jest w naszych rodzinach kultywowany.

Radości tego dnia dopełniło przedstawienie "Przygody wesołego Sindbada Żeglarza"  w wykonaniu aktorów Katolickiego Teatru Edukacji. Było moc atrakcji: fantastyczna oprawa muzyczna, wspaniała choreografia, zaskakujące iluminacje świetlne, oryginalne kostiumy i rekwizyty i dużo, dużo emocji wśród widowni, co powodowała sceniczna praca wspólnie z aktorami.

Powiem tylko tyle: z tej tajemniczej podróży do Baśni z tysiąca i jednej nocy Gumisie przywiozły do swych domów prawdziwy skarb - MĄDROŚĆ.

"Zwalczaj wszelkie przeszkody i wszelkie zawady! 
Pędź, leć, płyń bez ustanku! Posłuchaj mej rady!"













wtorek, 12 lutego 2013

Oj, zapusty, zapusty...

Zapustowo i karnawałowo bywało ostatnio u Wielkich Gumisiów. No własnie- karnawał- modne słówko i zapusty- lamus. Czy aby na pewno?

Nazwa karnawał pochodzi z j. łacińskiego i oznacza dosłownie "pożegnanie mięsa", a wiąże się to ze zbliżającym się postem, w czasie którego ludzie w ogóle nie jadali mięsa, a patelnie i garnki służące do jego przyrządzania dokładnie myto i wieszano na ścianach.  Sama tradycja karnawału jest bardzo stara i sięga Starożytnego Rzymu.
A zapusty? To termin rodzimy - polski. Kiedyś użwany powszechnie, dziś tylko w niektórych środowiskach wiejskich, które starają się pielęgnować tradycję. Dawniej w tym czasie szlachta urządzała bale, zabawy i kuligi, a biedniejsi zadowalali się kolędowanie po domach i odgrywaniem fabularnych scenek. Wszystko kończyło się we wtorek poprzedzający Popielec.

A u nas było bardzo zapustowo i karnawałowo. Jedliśmy pączki, piliśmy soczki, przegryzaliśmy owoce i tańczyliśmy do upadłego.  A jutro... Wielki Post.

Karnawał jak w Rio de Janeiro


















wtorek, 5 lutego 2013

Złote jabłko w darze

Tradycyjnie już Wielkie Gumisie świętowały Dzień Babci i Dziadka. Były wiersze i piosenki... i były też małe gorące serca, które w tym dniu biły właśnie dla babć i dziadków. Jak wyrazić, to co dziecko czuje? Jaki wiersz, jaka fraza to wypowie? Jaka melodia to wyśpiewa? A może prościej - bez zbędnych słów?

 Uczucia dzieci odbijają się w pachnącej pomarańczy, którą same pieczołowicie wykonały.
Pomarańcza... nazywana kiedyś złotym jabłkiem, symbol radości życia i zdrowia. Czegóż więcej można jeszcze życzyć?


A w powietrzu unosił się zapach goździków i otulał swoją słodyczą.


















środa, 23 stycznia 2013

Semestralne rozmyślania w duchu korczakowskim

Pora na podsumowanie I semestru.
Wiele udało nam się osiągnąć, ale jeszcze wiele przed nami. Na myśl przychodzą słowa Janusza Korczaka :
" Dziecko chce być dobre
Jeżeli nie umie- naucz
Jeżeli nie wie - wytłumacz,
Jeżeli nie może - pomóż."

Ubiegły rok był ogłoszony rokiem Janusza Korczaka. Kim był Korczak? Dla mnie jest to ponadczasowy pedagog i najlepszy wychowawca pokoleń. To wychowawca nas- dorosłych, bo uczył bardzo trudnej sztuki - wychowywania dzieci. Za serce łapie jego heroiczna postawa, kiedy razem ze swoimi podopiecznymi z Domu Sierot dumnie kroczył przez ulice Warszawy, zmierzając do komory gazowej. To potwierdza fakt, że pozostał wierny swoim ideałom, a życie (w sensie dosłownym i metaforycznym) poświęcił dzieciom.


"Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali,
ale po to, abym ja działał i kochał.
Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam
obowiązek troszczenia się o świat,
o człowieka".

Co wspólnego ma Korczak ze współczesną  rzeczywistością?

Niedawno przeczytałam bardzo interesujący artykuł autorstwa M. Pułczyńskiej zamieszczony w miesięczniku "Hejnał Oświatowy", który zestawia założenia pedagogiki Janusza Korczaka z wyzwaniami, jakie stawia dzisiejszy świat przed naszymi dziećmi. Oto kilka ważniejszych myśli, które zawiera powyższa praca.

Korczak w czasach II wojny światowej prowadził sierociniec dla żydowskich dzieci, których rodziców rozstrzelano lub wywieziono do obozu zagłady. Na przekór wojennej rzeczywistości uczył dzieci poszanowania praw człowieka, rozwiązywania konfliktów, owocnej pracy i wyrażania uczuć. 
Czy naszym dzieciom nie potrzeba i dziś ochrony przed okrucieństwem, reklamowaną w mediach przemocą  integracji i wspólnych działań, wspólnych rozmów w rodzinach i umiejętności wyrażania uczuć?

Stary Doktor codziennie walczył o przetrwanie swoich dzieci, walczył o kawałek chleba dla umierających z głodu małych sierot. Dziś nikt w Polsce z głodu nie umiera. Czyżby?
Czy nasze dzieci nie mają głodu miłości i niezaspokojonej potrzeby bezpieczeństwa? Czy duchowo nie umiera ich wrażliwość?

Korczak starał się usilnie stworzyć swoim podopiecznym miejsce, które choć przez chwilę wyda im się przyjazne. Sam zawsze miał czas dla dzieci. Przychodziły do niego ze swoimi problemami, a on? On słuchał i po prostu z nimi rozmawiał.
Czy nasze dzieci nie potrzebują zainteresowania i rozmowy? Nie potrzebują wysłuchania, zrozumienia i miłości?

Żydowskie dzieci często były świadkami śmierci  Tak często, że śmierć i okrucieństwo stały się elementem ich życia,  na które nie zwracały uwagi. Korczak w swoich wspomnieniach opisał  scenę, w której na chodniku leży umierający mały chłopiec, a obok bawią się inne dzieci. Ten umierający im przeszkadza, bo zajmuje miejsce, bo potykają się o jego nogi. Dzieci niecierpliwią się, potrącają leżącego, aż w końcu zniecierpliwione odchodzą.
A czego uczą się dzieci współczesne? Informacje o napadach, porwaniach, kradzieżach,  gwałtach  rozbojach, morderstwach są codziennością w mediach. Wiadomości te już nawet nas nie szokują,  bo przywykliśmy. A dzieci uczą się właśnie takiego świata. Dlatego warto im tłumaczyć.

"Przede wszystkim należy uczyć dziecko patrzeć, rozumować i kochać, potem dopiero uczy się je czytać, należy nauczyć młodzieńca chcieć i móc działać, a nie tylko wiele wiedzieć i umieć"

Pedagogika Janusza Korczaka powinna zawsze być w naszej pamięci:" Mniej słów, więcej przykładów, nie nakazywać, ale pokazywać, nie zmuszać, ale zachęcać  nie prowadzić za rękę, lecz pokazywać właściwą drogę i pozwolić błądzić. Nie tuszować pomyłek, ale mówić prawdę".

A kiedy brakuje już sił i wychowanie nas przerasta, niech w naszych uszach brzmią słowa Korczaka :
"Kiedy jesteście zmęczeni i źli, wtedy kiedy dzieci są nieznośne i wyprowadzają was z równowagi, wtedy kiedy gniewacie się i krzyczycie , wtedy, kiedy chcecie karać w uniesieniu - pamiętajcie o zalęknionym, szybko bijącym sercu dziecka".

Gorąco polecam film w reżyserii A. Wajdy "Korczak"


"Powiedz dziecku, że jest dobre, że umie, że potrafi" /J. Korczak?